| Użytkowników Online |
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Uzytkowników: 88
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: marian
|
| Podoba Ci się tu? Kliknij |
|
|
| Wypad na starą węglówkę 9 kwietnia 2010 |
Trwające od marca do połowy czerwca objazdy pociągów towarowych jadących z i do Trójmiasta zapędziły wielu miłośników kolei w Bory Tucholskie i na Kaszuby, na tzw. „starą węglówkę”, czyli na północną część magistrali węglowej z Górnego Śląska do Gdyni. Przebudowa linii z Gdańska do Tczewa zmusiła przewoźników do trasowania pociągów starym szlakiem przez Wierzchucin i Kościerzynę, dając nam MiKolom, możliwość sfotografowania pociągów towarowych na tej klimatycznej, spalinowej trasie.
Wypad tym razem nie został nagłośniony, można powiedzieć, że był to wypad „klubowy”. Ekipa w składzie: Grzesiek, Maciek, Bartek i rabotnik wyruszyła z Kalisza 9.04.2010. o 2.30 (tradycyjnie już godzina wyjazdu związana była z przyjazdem autobusu ze Zduńskiej Woli wiozącego Grzegorza), meldując się w Wierzchucinie w Borach Tucholskich przed 6.00. Poranek przywitał nas słotą, jeszcze po drodze zaczęło padać – aura nie była nazbyt przyjemna...

Dzień rozpoczęliśmy kręcąc się po stacji w Wierzchucinie. Budynek stacyjny charakterystyczny dla budowanej w latach 1925-1933 „węglówki”, postawiony został pomiędzy dwiema grupami torów. Stacja Wierzchucin jest czterokierunkowym węzłem w sercu Borów Tucholskich, można z niej wyjechać na południe w kierunku Bydgoszczy, na północ w kierunku Kościerzyny, na wschód do Laskowic Pomorskich i na zachód do Tucholi i Chojnic. Choć lata świetności ma już dawno za sobą, nawet obecny ruch pasażerski w Wierzchucinie jest dość imponujący. I właśnie pod znakiem pociągów osobowych realizowanych obecnie przez spółkę Arriva, upłynął nam ten piątkowy poranek. W ciągu pierwszych trzech godzin – od 6.00 do 9.00 sfotografowaliśmy kilka MR-ów, czyli duńskich spalinowych zespołów trakcyjnych w różnych relacjach, poza tym dwa rodzime SA106 w nowym schemacie malowania województwa kujawsko-pomorskiego. Jeśli chodzi o ruch towarowy, już o 7.00 mieliśmy informację, że z Gdyni do Laskowic Pomorskich jedzie skład beczek Orlenu prowadzony czerwonym Gagarinem. Ha, w końcu po to tutaj przyjechaliśmy! Wiedzieliśmy natomiast, że nieprędko pojawi się w Wierzchucinie, więc było sporo czasu, by focić szynobusy i oczekiwać na składy jadące z Maksymilianowa na północ w kierunku Gdyni. Jeśli chodzi o szynobusy liczyliśmy na pojawienie się nowego w Polsce (ale dość zabytkowego) SZT oznaczonego jako „Y”, podobnie jak MR-y pochodzącego z Danii. Niestety – „Ygrek” nie pojawił się, za to jeździły MR-y w podwójnej trakcji.

Około 9.30 powzięliśmy informację, że z Maksymilianowa rusza pociąg z mieszanym 1400-tonowym bruttem prowadzony ST44-1112. Nadszedł czas, by przemieścić się trochę za Wierzchucin, w bory, by uchwycić gagara w niesamowitym klimacie tej linii. Spokojnie zdążyliśmy przespacerować się wzdłuż węglówki w okolice tarczy semafora wjazdowego do Wierzchucina. Po przejechaniu tego składu, zaczekaliśmy jeszcze na podwójnego „Duńczyka” z Tucholi do Bydgoszczy. W międzyczasie zrobiło się słonecznie i naprawdę wiosennie – humory zaczęły dopisywać na całego. Pospieszyliśmy z powrotem w kierunku stacji i właściwie zdążyliśmy na ostatnią chwilę – w oddali widać już było podniesione ramię semafora wjazdowego od strony Kościerzyny i po chwili na stację wtoczył się skład Orlenu prowadzony M62-590 i stonką (której numeru niestety nie posiadam).

W Wierzchucinie fotografowaliśmy jeszcze pociąg osobowy z Bydgoszczy do Chojnic (SA106-014 z wagonem sterowniczym SA123-004 na czele), po czym wsiedliśmy w samochód, by poszukać nowej miejscówki gdzieś bardziej na północy. Oprócz nowej miejscówki poszukiwaliśmy również sklepu z kaszanką, ketchupem i... bateryjkami do aparatu Bartka. To nie było łatwe w pięknych, położonych z dala od głównych szlaków drogowych wioseczkach tucholskich. W końcu jednak się udało i mając już odpowiednie zaopatrzenie – dojechaliśmy do Lipowej Tucholskiej. Stacja chyba na wszystkich zrobiła niesamowite wrażenie. Oprócz pięknego leśnego otoczenia – infrastruktura przywodząca na myśl stare dobre czasy polskiej kolei. Zadbane trawniki, perony, ławeczki (choć połączeń pasażerskich jest tam bardzo mało). Piękna wieża wodna, semafory kształtowe, lśniące pędnie i ich napinacze ustawione jeden za drugim po drugiej stronie torów i kolejny „węglówkowy” budynek stacyjny z emaliowanymi tablicami ostrzegawczymi. W Lipowej Tucholskiej poczekaliśmy na kolejny skład prowadzony gagarem – tym razem całym zielonym ST44-1102. Niestety trzeba było fotografować ten skład pod słońce, nic więc dziwnego, że wszyscy czuliśmy niedosyt i niektórych nie chciało się opuszczać tej stacji. Ale ponieważ byliśmy już dłuższy czas na nogach – nadeszła pora rozpalenia grilla :) Podjechaliśmy kawałek do Szlachty, która znajduje się już w województwie pomorskim. Znaleźliśmy miejsce przy węglówce, nad którą po wiadukcie biegnie linia 215 z Laskowic Pomorskich do Bąka.

Maciek fachowo rozpalił grilla, wspólnymi siłami rozstawiliśmy prowizoryczny wiatrochron (a właściwie „iskrochron”) i rozpoczęło się grillowanie. Nie wiem, jak reszta ekipy, ale mnie ślinka leciała na te przysmaki z grilla i trzeba przyznać, że Maciek jako „grill-master” stanął na wysokości zadania! – po kilku minutach zajadaliśmy się już pyszną kiełbachą i kaszaneczką. Smakowało tym bardziej, że kilkanaście metrów obok siebie mieliśmy dwie niezelektryfikowane linie kolejowe... po których niestety nic w tym czasie nie chciało pojechać. Wiedzieliśmy, że o 14.00 z Maksymilianowa rusza na północ kolejne brutto prowadzone ST44-992, ale było dopiero południe...
Po posiłku starannie zakopaliśmy rozgrzane węgle, uporządkowaliśmy teren, spakowaliśmy grilla i wróciliśmy do Lipowej Tucholskiej, gdzie jak się okazało, czekaliśmy ponad dwie godziny na to brutto z gagarem. W międzyczasie na stacji pojawił się jeszcze jeden MR jako pociąg do Gdańska, przez Kościerzynę i Gdynię. Czas oczekiwania na gagara trochę się dłużył, uczestnicy wypadu rozleniwieni pysznym grillem i trochę chyba zmęczeni, legli w stacyjnych chaszczach rozkoszując się tucholskim klimatem i w miarę dobrą pogodą.

Jednak około 15.30 zaczęło się już robić chłodno i wietrznie, z zachodu nadciągały ciężkie chmury, postanowiliśmy „zdradzić” węglówkę i wykorzystać resztkę dnia na odwiedzenie Bydgoszczy i Inowrocławia. Ruszyliśmy w drogę, którą umilał nam chrapiący na tylnym siedzeniu Bartek :)) Przez około godzinkę pokręciliśmy się po stacji Bydgoszcz Główna, fotografując kilka „plastików” SA106, kilka siódemek i loki spalinowe czekające na naprawy na terenie przyległych do bydgoskiej stacji, zakładów „PESA” (kilka Ludmił, gagarów, ale też i SU46).

Przed 20.00 dotarliśmy do Inowrocławia i ze statywami rozstawiliśmy się na dworcu. Ruch był całkiem spory, kilka byczków rozpoczynało pracę, kilka innych ze składami zatrzymywało się pod semaforem, by po kilku minutach ruszyć w dalszą drogą. Bartek miał podwójną frajdę, miotał się z aparatem między peronami a przystankiem PKS (z racji podwójnej – kolejowo-autobusowej pasji). W Inowrocławiu miało miejsce dość śmieszne wydarzenie. Podczas, gdy z ogólnodostępnego peronu fotografowaliśmy TKt48-116 ustawioną jako pomnik przed inowrocławską szopą, z nastawni przyległej do peronu wychyliła się głowa dyżurnej. Wyraźnie nie podobało jej się, że fotografujemy. Próbowała nam uświadomić, że fotografowanie na kolei jest nielegalne. Poprosiliśmy, żeby wezwała SOK i policję i dalej robiliśmy swoje. Jeszcze przez jakiś czas próbowała nas przegonić z peronu, ale widząc, że nic nie wskóra, jej ostry z początku tembr głosu, stopniowo osłabł. Na końcu niewiasta spytała, gdzie będzie można obejrzeć zdjęcia, więc... chyba jednak wolno robić zdjęcia na kolei!
Na sam koniec podjechaliśmy jeszcze do inowrocławskiej szopy, by zaczaić się na odstawione tam stare gagary. Bartek z Maćkiem porozmawiali z dyspozytorem i udało się legalnie wejść na teren szopy, by wykonać kilka nocnych fotek. Chyba każdy wypad ma jakąś swoją „wisienkę na torcie” – tak było i tym razem i tą wisienką były inowrocławskie gagary.

Wróciliśmy do domów po północy 10 kwietnia. Nie wiem jak Koledzy, ale ja od razu padłem z nóg, a rano obudziła mnie wiadomość, która zmroziła cały kraj i odebrała trochę radości z przesympatycznego wypadu, na którym byliśmy dnia poprzedniego...
Więcej fotografii z wypadu znajduje się w naszej galerii
|
Dodane przez rabotnik
dnia kwiecień 22 2010 14:54:21
1 Komentarzy ˇ
446 Czytań
|
| Komentarze |
dnia kwiecień 29 2010 17:18:41
Słynne chrapanie Bartka to już legendą się staje wypadów na fotografowanie kolei  |
|
| Dodaj komentarz |
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
| Oceny |
|
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.
Brak ocen.
|
|
| Logowanie |
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
| Shoutbox |
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.
Archiwum
|
| RSS |
 |
|