| Użytkowników Online |
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Uzytkowników: 88
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: marian
|
| Podoba Ci się tu? Kliknij |
|
|
| Węgliniec i okolice - powitanie wiosny ok-kolej.pl / gmfk.pl |
Pomysł zrodził się jeszcze w grudniu 2009 roku. Podczas lokalnego spotkania w Zduńskiej Woli postanowiliśmy 'zdobyć' Węgliniec. Pierwszy rzucony termin (początek stycznia 2010) nie pasował właściwie nikomu z nas, więc zdecydowaliśmy, że będziemy się nad nim jeszcze zastanawiać. Później przyszła zima, prawdziwa zima, nie było mowy o wyjeździe na zachodnie rubieże Dolnego Śląska w taką pogodę. Podczas zlotu GMFK w Chabówce, pod koniec stycznia, okazało się, że chętnych na taki wypad jest więcej, więc nie pozostało nic innego jak przymierzać się do wypadu możliwie jak najwcześniej, a więc z końcem zimy. To, co początkowo miało być wypadem Miłośników Kolei z portalu ok-kolej.pl, szybko przerodziło się w ogólnopolski zlot MiKoli. Wspólnie z Łukim z Legnicy zaczęliśmy dopinać wyjazd na ostatni guzik i 20 marca 2010 wybraliśmy się na Dolny Śląsk.
Grzesia odebraliśmy tradycyjnie (lecz z małym opóźnieniem) o 2.30 z dworca PKS w Kaliszu. Kaliska część ekipy, która początkowo miała liczyć 8 osób, skurczona finalnie do 4 - wyruszyła przez Ostrów Wlkp, Krotoszyn, Rawicz do Legnicy o 2.35. Przed 5.00 byliśmy w Legnicy. Do 5.30 zebrali się już wszyscy - dojechali Koledzy z Legnicy (wioząc ze sobą jeszcze jednego Kolegę z Rzeszowa), dojechali również Koledzy z Wrocławia i Suwałk. Wszyscy jak jeden mąż klęli: 'Kto k... wymyślił tą godzinę?!', ale to było chyba jedynie narzekanie 'pro-forma', wszak każdy z nas pewnie o tej porze wolałby smacznie spać, niż męczyć się w samochodzie. Z Legnicy ruszyliśmy w drogę do Węglińca, a już w Okmianach zauważyliśmy jadący skład talbotów prowadzony 311D-20. Szybka decyzja o pierwszym foto-stopie, trzy samochody zajechały przed przejazd, z samochodów wysypało się 10 wariatów z aparatami i zaczęło się bieganie w okolicach przejazdu i peronów...

Chyba wtedy nikt już nie narzekał na wczesną porę, natomiast z pewnością okoliczni mieszkańcy mieli atrakcję. Ruch spory, w ciągu kilku minut w Okmianach rogatki zamykały się i otwierały na zmianę, oprócz rzeczonego Vadera, sfotografowaliśmy również EN57 (SPOTa), SA134 do Węglińca i ET22-418 z talbotami i pustymi platformami samochodowymi w kierunku Legnicy. Ruszyliśmy w dalszą drogę, z krótkim przystankiem na posiłek w okolicach słynnego mostu / wiaduktu w Bolesławcu.
Do Węglińca dotarliśmy ok. 7.20, na południowej części stacji stały gotowe do odjazdu SU46-015 oraz 232-293 ze składem dłużyc. Obserwowaliśmy również wjazd SU46-023 z próżnym składem talbotów Pokręciliśmy się dłuższą chwilę po stacji, podziwiając m.in. piękny, lecz zaniedbany budynek węglinieckiego dworca. Stacja Węgliniec jest ważnym węzłem, w którym zbiegają się 4 linie kolejowe: Węgliniec - Zgorzelec, Lubań Śląski - Węgliniec, Miłkowice - Jasień, Węgliniec - Bielawa Dolna/Horka (DE). Linia do Zgorzelca jest niezelektryfikowana, linia do Horki - zelektryfikowana w 2007r. jednak w dalszym ciągu pociągi nią kursujące są prowadzone trakcją spalinową (ze względu na brak trakcji elektrycznej po niemieckiej stronie). Węgliniec jest stacją wyspową, budynek dworca znajduje się pomiędzy torowiskiem. Podobnie jak kilka innych obiektów kolejowych w Węglińcu (nastawnie, magazyny, perony, hotel PKP) jest on wpisany w ewidencję zabytków. Niestety, niedawne modernizacje linii przebiegających przez Węgliniec nie objęły swoim zasięgiem pięknego budynku dworca z ciekawymi wiatami peronowymi nad przylegającymi peronami - jest on wyraźnie 'nadgryziony przez ząb czasu'.
Po kilkudziesięciu minutach na dworcu, przenieśliśmy się w plener. Na początek wybraliśmy linię w kierunku Zgorzelca, licząc, że dwa składy widziane przez nas na południowej części stacji pojadą właśnie tam. Rozstawieni z aparatami na łuku niedaleko przejazdu czekaliśmy na pierwszy pociąg. I pojechał - puste platformy samochodowe prowadzone zieloną SU46-029. Zmierzaliśmy już w kierunku samochodów, gdy zauważyliśmy, że na Horkę wyjeżdża Ludmiłka! Biegiem pod górę na wiadukt i w ostatnim momencie upolowaliśmy ją z całym składem i widokiem na zachodnią głowicę stacji. Ucieszeni, znowu usłyszeliśmy dzwonek zamykającej się rogatki... A więc znowu biegiem, z powrotem na linię zgorzelecką. Akurat wjeżdżał szynobus SA134 ze Zgorzelca. Ufff, zdążyliśmy. Trochę sportu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, zwłaszcza z rana. Sfotografowaliśmy jeszcze SM42-763 manewrującą z długim składem wagonów, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Plan zmieniał się na każdym fotostopie, ale ta spontaniczność była plusem całego wypadu. Pojechaliśmy do Pieńska. Ze świeżutkich, wysokich peronów fotografowaliśmy tę poranną 311D-20, która po podzieleniu składu w Węglińcu udawała się z ładownymi talbotami w stronę Zgorzelca. Ponieważ całkiem niedaleko, obok przystanku Lasów, znajduje się kopalnia piasku z własną bocznicą kolejową, na której stacjonuje lokomotywka manewrowa 401Da - udaliśmy się 'z buta' właśnie tam. Oj, porwaliśmy się z motyką na słońce... to był spory kawałek. Niektórzy już w drodze 'tam' odczuwali znaczne zmęczenie, niektórych dopadło dopiero w drodze powrotnej. Ale warto było, chociażby ze względu na Rafała 'posdrawiająceego wsyyskich Polaaków' z podestu urządzenia załadowczego. Prawdziwy ubaw był, gdy władowaliśmy się wszyscy na lokomotywkę, w celu wykonania zbiorowej fotki. Ochroniarz pilnujący kopalni strasznie się wtedy wkurzył, zaczął nas straszyć policją, a przecież zajęłoby to najwyżej minutę... Ech, służbiści... Wiadomo, że to jego praca, ale można chyba wyczuć, gdy nikt nic nie chce ukraść, a zrobić jedynie foto. Zrobiliśmy więc grupową fotkę obok loka i ruszyliśmy w stronę zaparkowanych w Pieńsku samochodów. Po drodze sfotografowaliśmy jedynie luzaka - SU46-029 wracającego ze Zgorzelca do domu, do Węglińca.


W Pieńsku podjęliśmy decyzję, że jedziemy do Niemiec, do Gorlitz. Zapakowaliśmy się w samochody i ruszyliśmy. Dworzec w Gorlitz robi wrażenie - Przede wszystkim wielkością, ale i czystością tak samej bryły jak i wnętrza. Sklepiki, neony, piękne zdobienie ścian i posadzki. No i przede wszystkim - nie ma zapachu, jaki znamy z polskich dworców. Przejścia podziemne - suche, perony - czyste i zadbane. Niemiecki ordnung, który chyba wszystkim miłośnikom kolei musi się podobać. Na dworcu fotografowaliśmy dwa szynobusy 642, jeden 650 i 612. Niektórzy, jak przystało na przedstawicieli niepokornego narodu polskiego, złamali zakaz wchodzenia poza strefę dostępną dla pasażerów, czym oczywiście wzbudzili zainteresowanie kolejarzy, którzy przez megafony wzywali do opuszczenia terenu kolejowego. W Gorlitz sfotografowaliśmy też ciche i zadbane tramwaje Tatra, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę do Zittau. Krótki przystanek zaliczyliśmy w dzielnicy Hagenwerder, gdzie znajduje się nieczynna już kopalnia węgla brunatnego oraz muzeum przemysłu energetycznego i odkrywkowego. Niestety muzeum było nieczynne, odwiedziliśmy jedynie zewnętrzną ekspozycję (zza płota), gdzie stoi koparka odkrywkowa oraz podobna do tych z konińskich i tureckich linii kopalnianych lokomotywa LEW EL4. Po krótkim postoju pojechaliśmy do Zittau, gdzie od razu natknęliśmy się na wjeżdżający skład wąskotorowy prowadzony parowozikiem 99 758. Po postoju na zadbanej stacyjce ten rozkładowy pociąg kursujący od 100 lat ruszył w swą 12 kilometrową podróż do Oybin. Podróż takim pociągiem kosztuje 5€ i trwa tak jak przed stu laty 45 minut. Zarówno parowóz, jak i wagony były bardzo zadbane, wręcz lśniące czystością; pociąg ten był pierwszą tego dnia 'wisienką na torcie' naszego wypadu. Po jego odjeździe pokręciliśmy się jeszcze kilkanaście minut po normalnotorowej stacji, lecz poza odpoczywającym na bocznym torze 642 nie sfotografowaliśmy tam już żadnego pociągu. Ciekawostką stacji w Zittau jest śródperonowy układ torów pozwalający na zmianę czoła pociągu. Z Zittau ruszyliśmy do Polski. Był co prawda plan, żeby jechać jeszcze do Czech, ale robiło się już późne popołudnie, a chcieliśmy odwiedzić jeszcze raz Węgliniec. Pojechaliśmy więc prosto w tamtym kierunku, zahaczając o okolice elektrowni w Turoszowie. Niestety nie dane nam było sfotografować żadnego składu z węglem, gdyż okoliczne tereny były patrolowane przez ochronę kopalni, która pojawiła się obok naszych samochodów zaraz gdy zjechaliśmy z głównej drogi... Udaliśmy więc, że pogubiliśmy drogę i pojechaliśmy prosto do Węglińca.




W Węglińcu odzialiśmy się w kamizelki odblaskowe z postanowieniem dotarcia do szopy. Dojazd do lokomotywowni jest tam dość utrudniony, więc ruszyliśmy przed siebie ścieżką w międzytorzu. Szliśmy zwartą grupą, dołączył do nas też pewien miłośnik kolei z Czech - dołączył w sumie 'na krzywusa', ale nie robiliśmy problemów - w końcu to jeden z nas! Już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską... gdy zobaczyłem, że pewnym krokiem idą w naszym kierunku panowie z SOK. Szybko usunęli nas z torowiska i zaczęło się straszenie. Po dłuższej pogawędce bloczek mandatowy wylądował z powrotem w kieszeni funkcjonariusza, pogadał z nami o naszym hobby i przyjął zaproszenie na stronę. Mogliśmy wejść na teren szopy, ale nie taką zwartą grupą, a po 2-3 osoby. Pierwsza trójka poszła do szopy, ale reszta zrezygnowała, wszak i tak atrakcji tego dnia było w bród. Jak się później okazało - jeden z Kolegów, Krystian z Rzeszowa, zabrał się do kabiny SU46-047 z maszynistą, wyjechali z szopy i podstawili się do składu beczek... Ech, farciarz :) W Węglińcu pożegnaliśmy Rafała i Maćka z Suwałk - musieli wracać wcześniej do Wrocławia. Ekipa legnicka i ekipa ok-kolej w sile dwóch już tylko aut, ruszyła do Legnicy.

Dotarliśmy do Legnicy zaraz po zachodzie słońca, niebo było jeszcze błękitne. Łukasz poprowadził nas przez opustoszałe tereny na tereny leśne KGHM, gdzie zaparkowaliśmy samochody i po krótkim spacerze ujrzeliśmy potężne hałdy zastygłego żużla oraz kominy i inne instalacje huty miedzi. Na szczycie hałdy widać było latarnie stojące obok toru, po którym na hałdę wjeżdżają stonki z kadziowozami z żużlem - odpadem produkcyjnym huty. Łukasz wyjaśnił nam, że co godzinę na hałdę trafiają 3-4 kadziowozy, więc na pewno nam się poszczęści. I faktycznie, nie czekaliśmy długo na pierwszy taki skład. SM42 Pol-Miedź-Transu powolutku (5km/h) wtoczyła na szczyt hałdy specjalny wagon z kadzią w kształcie odwróconego dzwonu. Było już ciemnawo, skład się zatrzymał, po chwili kadź zaczęła się przechylać w naszą stronę i... trach! Z jej wnętrza wylał się płynny żużel, spływając swobodnie po stoku hałdy. Mimo, że staliśmy ok. 200 metrów od tego miejsca - na twarzach poczuliśmy ciepło. Trwało to około minutę, po czym kadź wróciła na swoje miejsce a stonka odjechała około 50 metrów i znów zatrzymała się. Kadź przechylono raz jeszcze, wypadł z niej czop nie całkiem jeszcze zastygłego materiału. Stonka odjechała po następny kadziowóz, czekający już na terenie huty. Wszystko to było niesamowicie ciekawym i wciągającym przedstawieniem, nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego. Później obserwowaliśmy jeszcze jeden taki „zrzut”, zrobił on na nas takie samo wrażenie jak ten pierwszy.

Zmęczeni tą 24-godzinną wycieczką, ale i zadowoleni z 'upolowanych' okazów i z atmosfery, jaka panowała na spotkaniu miłośników kolei, wróciliśmy do domów w doskonałych nastrojach, które pewnie jeszcze przez parę kolejnych dni będą się utrzymywać.
|
Dodane przez rabotnik
dnia marzec 22 2010 16:28:06
2 Komentarzy ˇ
725 Czytań
|
| Komentarze |
dnia marzec 22 2010 22:10:07
Kogo apaliliscie  |
dnia marzec 23 2010 14:10:03
oj Piotrze prawdę powiadasz  |
|
| Dodaj komentarz |
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
| Oceny |
|
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.
Brak ocen.
|
|
| Logowanie |
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
| Shoutbox |
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.
Archiwum
|
| RSS |
 |
|