|
"Przed dwoma tygodniami wypadło mi odbyć podróż koleją warszawsko-kaliską do Warszawy. Wsiadłem zatem w Sieradzu do przedziału klasy II-ej, gdzie znalazłem miejsce stosunkowo wygodne i przestronne. Lecz już od Zduńskiej Woli położenie zaczęło się pogarszać, wkraczali bowiem do wagonu coraz nowi pasażerowie z koszykami i różnego rodzaju tobołami i pakunkami, zaś od Łasku i Pabjanic aż do Łodzi wszystkie miejsca oraz korytarze i wyjścia na platformę zostały literalnie zapełnione siedzącą i stojącą publicznością oraz przynależnymi do niej bagażami. Interpelowana w tym względzie służba kolejowa, objaśniała najspokojniej, że dla braku miejsca w wagonach klasy III-ej, publiczność tamtejsza musi być pomieszczona w klasie II-ej, a nawet w razie potrzeby w klasie I-ej. Nie mam bezwątpienia nic do zarzucenia podróżnikom klasy III-ej, owszem przyznaję otwarcie, że niejeden pasażer kl. III-ej może stać o wiele wyżej umysłowo i cywilizacyjnie od podróżnych kl. II-ej lub też rozkładających się szeroko w klasie I-ej, lecz z drugiej strony jeżeli zarząd kolei pragnie hołdować tak demokratycznym zasadom, to po co oznacza i pobiera znacznie wyższe opłaty za klasy II i I, właściwiej byłoby od wszystkich podróżnych pobierać jedną opłatę i do jednakowego pakować wagonu? Owa bowiem publiczność z klasy III-ej, która cieszy się przed nadchodzącym szabasem, tłoczy się, toruje sobie drogę przebojem, byle tylko do jakiego miejsca w wagonie się przyczepić, nie jest bynajmniej pożądanem towarzystwem dla tych, którzy płacą stosunkowo drożej za miejsce w wagonie, pragnęły zamierzoną podróż nieco wygodniej i spokojni przebyć. Że zaś napływ ten publiczności nie jest wyjątkowym lecz częstym objawem na powyższych stacjach, i dopiero w Łodzi wagony się opróżniają i właściwemi pasażerami są obsadzane, przeto byłoby słusznem i naturalnem żądanie, aby zarząd kolejowy posiadał w Zduńskiej Woli lub Łasku jaki zapasowy wagon kl. III-ej, który wrazie znacznego napływu pasażerów jadących do Łodzi mógł być do pociągu przyczepianym, a następnie po opróżnieniu w Łodzi pozostawionym. Nie przysporzyłoby to kosztów dla dyrekcji kolei, a uwolniło pasażerów kl. II-ej od dokuczliwego zwłaszcza w porze letniej tłoku i nadmiernego gorąca. A cóż dopiero mówić o lichostwie, ciasnocie, dokuczliwych przeciągach i w ogóle urządzeniu najniezbędniejszych wygód dla podróżnych na kolejowych stacjach, chyba tylko najmniej wymagająca publiczność podróżująca kolejami szerokotorowemi po dalekim Wschodzie, zadowolnić one mogą. Tu zaś, na pograniczu Zachodu, w bezpośrednim sąsiedztwie z wyróżniającemi się porządkiem i czystością Prusami, są one prawdziwą anomalją. Lecz niestety przyuczeni jesteśmy od szeregu lat, że zarządy wielu instytucji publicznych, czyli owe tak zwane „naczalstwo”, przedewszystkiem siebie i swe osobiste widoki ma na względzie, owa zaś „publiczność”, która pieniądze znosi i z której się żyje, uważana jest przeważnie za zło konieczne, zaspokojenie zaś jej słusznych wymagań i dogodności, pozostaje zwykle na ostatnim planie. Ludzie bowiem stopniowo przywykli do tego, że „nos potrzebny jest dla tabakiery, nie zaś tabakiera dla nosa”." Józef Łubieński
źródło: Gazeta Kaliska, 2 czerwca 1907r. w zbiorach MOZK w Kaliszu.
|